Postanowienia
Początek
roku to idealny czas na postanowienia. Jedni je robią z przyzwyczajenia, inni
nie robią ich wcale. Są też tacy, którzy je spisują, starają się je wypełnić i
sami się z nich rozliczają. Do tej ostatniej grupy należę ja. Uważam, że każdy
powód jest dobry, żeby wznowić pracę nad sobą i spróbować uczynić siebie lepszym.
Od kilku
lat prowadzę tzw. „dziennik duchowy”, chociaż w moim przypadku bardziej trafnym
określeniem będzie „duchowy pamiętnik”, bo nie prowadzę zapisków codziennie. A
„duchowy” dlatego, że w głównej mierze dotyczy mojego życia duchowego, mojej
wiary i relacji z Bogiem. No więc prowadzę pamiętnik, do którego wracam zawsze
w przeddzień Wigilii, 23. grudnia. Ani razu tego nie zaplanowałam, a
tradycyjnie już, jak co roku, usiadłam na podłodze z owym zeszytem w dłoniach i
oddałam się lekturze. A szczególna to lektura, bo pisana przez życie. Pełna wzruszeń
i wdzięczności. Pełna wspomnień po ważnych spotkaniach i rozmowach. Pełna zdań,
które wiele miesięcy temu wryły się mocno w moje serce i nadal je rzeźbią, choć
czasem zupełnie o tym zapominam. Jest to dla mnie szczególny czas, nie tylko w
kwestii podsumowania roku, o czym jeszcze się rozpiszę. Jest to najlepsze
przygotowanie do tego, co będzie się działo przez kolejne dni, do świąt Bożego
Narodzenia. Usiąść z dala od zgiełku i uświadomić sobie, co tak naprawdę w
życiu jest ważne, jakich wspaniałych ludzi mamy obok, jak niesamowite relacje
tworzymy i że mamy ogromne powody do wdzięczności- bezcenne. Lubię też
wykorzystać tę okazję do przypomnienia moim przyjaciołom, co było w danym roku
dla nas ważne, co takiego się wydarzyło, za co jestem im wdzięczna. Polecam
każdemu.
Gdy już się
nawzruszam, gdy kartki przyjmą coroczną dawkę łez, nadchodzi czas na
przypomnienie zeszłorocznych postanowień, które zawsze zapisuję w pamiętniku, i podsumowanie.
„Każdego dnia żyć w
obecności Boga, uświadamiać sobie Jego bliskość, miłość, tęsknotę.
Każdy dzień przeżywać
tak, by niczego nie żałować, by rozwijać w sobie miłość, pielęgnować ją, dbać o
relacje.
Postanawiam każdego
dnia być gotową na przyjęcie Komunii św. i śmierć”.
Powiało
grozą, co? ;) To najlepsze postanowienia, jakie udało mi się do tej pory
poczynić. Aż jestem z nich dumna ;)
Nie, nie
udało mi się zrealizować ich w 100%, czego bardzo żałuję. Byłabym spokojniejsza
i uniknęłabym kilku kryzysów, gdyby się udało. Ale cóż… Pisałam je będąc
przygnębioną stanem swojego zdrowia. Nie miałam pojęcia, że pod moim sercem
rozwija się już nowe życie. Ta ciąża zszokowała wszystkich- lekarzy, rodzinę,
mnie samą. Potem nastało macierzyństwo, które również mnie zszokowało i okazało
się trudniejsze niż bezpłodność i zagrożona ciąża razem wzięte. To był wyjątkowy
i trudny rok. To były też trudne postanowienia. Nie chcę jednak z nich
rezygnować, ale trochę zmodyfikuję.
„Każdego dnia żyć w
obecności Boga, uświadamiać sobie Jego bliskość, miłość, tęsknotę.
Każdy dzień przeżywać
tak, by niczego nie żałować i wykorzystywać daną chwilę jak najlepiej.
Dostrzegać nawet najmniejsze
dobro w życiu i w ludziach, za wszystko być wdzięczna Ojcu.
Codziennie rozwijać w
sobie miłość, pielęgnować ją, dbać o relacje, o przyjaźń.
Wierzyć w siebie tak,
jak wierzą we mnie moi najbliżsi i nie pozwalać zwątpieniom, by krzyżowały moje
plany.
Postanawiam każdego
dnia być gotową na przyjęcie Komunii św. i śmierć”.
W tych postanowieniach jest
wszystko- małżeństwo, macierzyństwo, przyjaźń, kariera zawodowa, pasje i Ten,
który wie, ile czasu mi zostało. Jeśli je wypełnię, będę inną osobą. Jestem tym
tak podekscytowana, że już nie mogę się doczekać podsumowania roku 2017 ;)

Komentarze
Prześlij komentarz